środa, 22 stycznia 2014

Reklamacyjny bój!!!

Zapewne znacie ten ból, kiedy zepsuje się wam ukochana albo niezbędna do życia rzecz, którą kupując spełniliście swoje marzenie lub najzwyklejszą potrzebę, ale bez której ciężko będzie wam funkcjonować... ? Mnie szczerze mówiąc ostatnio często się to przytrafia, niestety...Może wina leży w jakości produktów, bo przecież jasne jest to, że dla producentów bardziej zyskowna będzie produkcja czegoś, co przetrwa okres gwarancji, ale ani minuty dłużej i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki po równych dwóch latach od zakupu przestaje działać, a wtedy nasze kroki znów kierują się do sklepu po nowszy model. Ale od czego są reklamacje?:)
No właśnie, reklamacje i gwarancje...Zawsze w ustach sprzedawców to tak pięknie brzmi, a na opakowaniach równie pięknie wygląda, dopóki się nie zepsuje oczywiście:). Dzisiejszy post będzie takim małym poradnikiem dla was, jak zawalczyć o to co nam się należy i  otrzymać zadość naszych praw, wynikających zresztą z samej ustawy ( Ustawa o ochronie konkurencji i praw konsumenta). Możecie mi wierzyć lub nie, ale jestem dość dobrze w tym temacie zorientowana, bo niestety miałam już kilka nieprzyjemnych sytuacji i rozczarowań związanych z tym całym "systemem reklamacyjnym". Poza tym mam doświadczenie w tym temacie zarówno od strony klienta, jak i od strony sprzedawcy. Najważniejsza i podstawowa rzecz: krzykiem i nerwami nic nie załatwicie, bo zazwyczaj za rozpatrzenie reklamacji nie odpowiada osoba właśnie obsługująca was przy kasie i często obrywa niewinna/y. Ale to tylko taka informacja poboczna (tak od strony biednych kasjerek i kasjerów:)). Od jakiegoś czasu sprawy reklamacji dotyczą mnie jednak od strony klienta i nie wygląda to kolorowo. Ale jak to się mówi, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo dzięki temu zdobyłam szereg nowych informacji za sprawą dogłębnej analizy ustawy i  udziału w wykładzie rzecznika praw konsumenta (cykl szkoleń związanych z przedsiębiorczością młodych ludzi), więc teraz mogę się z wami nimi podzielić. :) Zapewne wielu kierowników sklepów mogłoby mnie znienawidzić za ten post, ale uważam, że nikt nie powinien być oszukiwany i należy domagać się swoich praw. Mój ostatni "proces reklamacyjny" trwał około 4 tygodni, ale zakończył się happy endem (buty kupione w CCC), dzięki pewnym działaniom, do których podjęcia zostałam zmuszona, ponieważ odrzucono moją reklamację :(.  Oto kilka krótkich rad:
Po pierwsze: Kiedy zgłaszacie reklamację i zostaniecie zapytani o moment zauważenia wady, to najlepszą odpowiedzią będzie: "wczoraj lub dzisiaj". Jeśli sprzedawca usłyszy, że wadę widzieliście już miesiąc temu i nic z tym nie zrobiliście, od razu odrzuci reklamację.
Po drugie: Po przyjęciu reklamacji sprzedawca ma 14 dni na podjęcie decyzji w sprawie jej uznania lub odrzucenia. Jeśli w okresie 14 dni nie zostaniecie poinformowani o decyzji (np. po zgłoszeniu się do sklepu czternastego dnia od złożenia reklamacji) to w świetle ustawy oznacza to, że reklamacja została uznana (w słownictwie ustawowym: uzasadniona). 
Po trzecie: Nie można w pierwszym etapie żądać zwrotu gotówki, ponieważ zgodnie z ustawa sprzedawca musi naprawić lub wymienić towar na nowy, a jeśli nie ma dostępu do oryginalnych części niezbędnych do reperacji lub nie jest w stanie wymienić towaru na nowy (ten sam model), wówczas dopiero następuje zwrot gotówki.
Po czwarte: Jeśli towar zepsuje się w okresie krótszym niż pół roku, można uznać, że w dniu sprzedaży był on wadliwy, co oznacza, że reklamacja musi zostać uznana. Rzecznik praw konsumenta informował nas na szkoleniu, że kiedy zostanie nam zarzucone, że sami zepsuliśmy towar używając go niezgodnie z przeznaczeniem, to należy poprosić o udowodnienie, w jaki sposób to zrobiliśmy i powołać się na prawo dotyczące okresu półrocznego.
Po piąte: Jeśli otrzymacie decyzję o odrzuceniu reklamacji, nie gódźcie się na to od razu, tylko odwołajcie się lub ponówcie reklamację.
Po szóste: W swoich odwołaniach używajcie zwrotów typowo ustawowych: np. towar niezgodny z umową (kiedy towar przestaje działać), można nawet powołać się na Ustawę o Ochronie Konkurencji i Praw Konsumenta albo zagrozić rozwiązaniem umowy. To na pewno nastraszy odrzucającego reklamację :), tym bardziej, że zauważy, że jesteście zorientowani w temacie i będzie trudno was oszukać.

Moja ostatnia, wywalczona reklamacja dotyczyła butów wykonanych ze skóry ekologicznej. Nie wiem jak to możliwe, ale po 4 miesiącach użytkowania bo zewnętrznych i wewnętrznych stronach butów zaczęła odpadać wspomniana wyżej ekoskóra. Ze względu na to, że butów nie dało się naprawić, moja reklamacja oczywiście została odrzucona. W decyzji, która zresztą została mi przedstawiona po ponad 14 dniach od złożenia wniosku, zarzucono mi, że używałam butów niezgodnie z przeznaczeniem. Nie ukrywam, że sytuacja ta nieco mnie zirytowała i nie mogłam zgodzić się z zarzutami, dlatego napisałam odwołanie. W odwołaniu ujęłam praktycznie wszystkie opisane wyżej punkty powołując się na ustawę, czyli przekroczenie terminu decyzji, okres półroczny, nastraszenie rzecznikiem praw konsumenta i prośbę o udowodnienie mi w jaki sposób sama zepsułam buty...iii...udało się!:) Po 7 dniach otrzymałam zwrot gotówki.:). Może  i straciłam wtedy pół godziny z życia, ale jak widać opłaciło się:).
Niestety, w kwestiach reklamacji sklepy często bazują na niewiedzy klientów i jeśli tylko mają jakieś podstawy do odrzucenia reklamacji, to je odrzucają. Nikt przecież nie lubi tracić, zwłaszcza, gdy musi oddawać z tego co już zarobił. Ale dlaczego tymi ponoszącymi straty mielibyśmy być my-klienci?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...